Tragikomiczna historia pewnych poszukiwań – zakończona happy endem.

Kiedy postanowiłam zająć się projektowaniem ogrodów moje wyobrażenia na temat nowego zawodu można porównać do obrazka pełnego różowych jednorożców na tęczowej łące. Dosłownie – miód i malina! A ileż zalet nowego zajęcia potrafiłam wymieniać. A wady? A trudności? Żadnych. Najważniejsze dla mnie było to, że będę polegać tylko na sobie i będę własną szefową. W wyobraźni wdziałam siebie spacerująca po ogrodach, prowadzącą miłe rozmowy z klientami, wykonującą setki rysunków moimi ulubionymi Promarkerami – sam uśmiech i radość. A jaka okazała się rzeczywistość? W sumie nie gorzej, ale za to zupełnie inaczej. Zamiast kalek i kredek jest komputer, zamiast spacerów po ogrodach – długie rozmowy z klientami i zamiast polegania na sobie – odpowiedzialność za pracę innych osób.